Autor Delicious Library na swoim blogu zamieścił super artykuł na temat zachowania apple w apple store.
Podsumowując: japko śmierdzi, tylko nie wiadomo czy zaśmiardło się przez przypadek, zaniedbanie czy umyślnie.
Jak dla mnie uwalanie aplikacji jest przejawem chęci apple do totalnej kontroli wszystkiego, doprowadzenia do tego że nie dysponujesz sprzętem który się kupiło tylko masz łaskawe zezwolenie na używanie go i nie możesz zrobić z nim co chcesz.
Wil idzie dalej i obawia się co będzie jak jebnięci marketoidzi z apple zobaczą co się dzieje i zechcą przenieść to na applowe pecety?
Chyba tak źle nie będzie co? Nie są aż tak popieprzeni? Hmm, patrząc na applowych faboyów i innych nawiedzonych ewangelistów…
ps: napisane oczywiście na macbooku :->
Już nawet nie śmierdzi tylko wali na kilometr. Jabcok robi sobie krzywdę i nadzieja w tym, że Android to naprostuje. Czy są popieprzeni nie wiem ale co ma fanboy do poczynań firmy, tego już nie ogarniam – za duża abstrakcja btd :)
PS. czekam na nowe MacBooki. Musze sobie coś wreszcie kupić :)
Kurczę, Panowie, nakręcacie się czymś, co w polityce Apple obecne jest od czasów pierwszego iMaca. Serio. Przykłady takich zachowań można wymieniać całymi tuzinami.
Tak, tylko dla mnie to jest jednak nowe. I tak zupełnie nie przystaje do opowieści z mchu i paproci jak to apple jest cudowne, leczy pryszcze i zbawia świat.
Hue, hue, bo to są opowieści z czasów sprzed iMaca, Steve’a Jobsa i rozpasanego marketingu Apple. Owszem, Jobs uratował Apple jako firmę, ale też zniszczył ducha buntu. Zrobił z Apple maszynkę do zarabiania pieniędzy, która bardziej sprzedaje styl niż rzeczywiste wartości.